Kiedyś Metallica na koncertach często oznajmiała, że skopią ludziom dupę. Potrafią też to robić z odtwarzacza CD. Ta płyta tak potrafi napakować kopniaków w dupsko, że puchnie aż miło.
Na początku album robi to bardzo szybko. Zero jakiejkolwiek litości, a to za sprawą Fight Fire With Fire. Oczywiście nie jest to jeden taki kawałek na płycie. Trapped Under Ice, czy Ride The Lightning sprawią, że przez tydzień nie będziemy w stanie usiąść. Wszystkie kawałki prezentują się bardzo okazale: szalone riffy, odjechane solówki, wściekłe bębny. No prawie wszystkie... Zdarzył się chłopakom jeden taki burak, jakim jest Escape ? refren wspaniały, ale utwór w ogóle nie trzyma się kupy. Słuchając zwrotek albo zakończenia mam wrażenie, że oglądam jakąś denną polską telenowelę. A najlepsza kompozycja na płycie? Bez wątpienia Creeping Death. Zabójczy riff! Później ciekawa zmiana tempa i... znowu ten riff. Mój tyłek ledwo to wytrzymuje!
Jest i ballada! Pierwsza ballada, jaką Metallica nagrała - Fade To Black. Utwór opowiadający o utracie sensu życia, samobójstwie. Przejmujący, dołujący, piękny.
Należałoby wspomnieć jeszcze o dwóch kawałkach, które wprowadzają w (zwłaszcza w nocy) niesamowity klimat. For Whom The Bell Tolls ? te dzwony? czysta poezja! No I instrumental The Call Of Ktulu. Spokojny początek, wariacki środek I epicki koniec, a do tego te tłumione wrzaski ? można się przestraszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz