Rozstanie Ozzy'ego Osbourne'a z Black Sabbath wyszło korzystnie dla obu stron. Zarówno albumy Sabbath nagrane z Ronniem Jamesem Dio, jak i pierwsze solowe dokonania ich byłego wokalisty przyniosły znacznie bardziej udany materiał niż ten, który znalazł się na ostatnich wspólnych albumach - "Technical Ecstasy" i "Never Say Die!". Osbourne'owi udało się zebrać świetny skład doświadczonych muzyków: basista Bob Daisley i klawiszowiec Don Airey grali wcześniej w Rainbow a perkusista Lee Kerslake w Uriah Heep. Najmniej doświadczony wydawał się Randy Rhoads, wcześniej występujący w mało znanej grupie Quiet Riot. Okazał się jednak fenomenalnym gitarzystą - to właśnie on najbardziej błyszczy na "Blizzard of Ozz".
Album otwiera przebojowy heavy metal w postaci "I Don't Know" z łagodnym przejściem w drugiej połowie. Riff z "Crazy Train" jest bardzo charakterystyczny, ale wydaje się być pozbawiony właściwego dla niego ciężaru i mroku. Zresztą Rhoads nigdy nie był fanem Black Sabbath. Największe zaskoczenie przynosi "Goodbye To Romance" - spokojna ballada w beatlesowskim duchu. Następujący po nim "Dee" to akustyczna miniaturka potwierdzająca talent Randy'ego. Kontrastem dla niej jest ostry "Suicide Solution", z budzącym kontrowersje tekstem, będącym przez niektórych odczytywany jako zachęta do samobójstwa.
Drugą stronę otwiera mroczny klawiszowy wstęp, zaproszenie do opus magnum albumu - utworu "Mr Crowley", wyróżniającego się najlepszą na albumie linią wokalną Osbourne'a i genialnymi solówkami Rhoadsa. Banalny "No Bones Movies" to z kolei najsłabszy punkt. Nie do końca zachwyca też ballada "Revelation (Mother Earth)" i szybki "Steal Away (the Night)". Lepiej wypada dołączany w reedycjach, chwytliwy "You Lookin' at Me Lookin' at You" - oryginalnie strona B singla "Crazy Train".
Skoro mowa o reedycjach - w 2002 roku zostało wydane kontrowersyjne wznowienie "Blizzard of Ozz", na którym wszystkie partie Daisleya i Kerslake'a zostały zastąpione nagranymi przez ówczesną sekcję rytmiczną Ozzy'ego - Roberta Trujillo i Mike'a Bordina. Na szczęście na reedycji z 2011 roku przywrócono oryginalne ścieżki, dorzucono też dwa dodatkowe, wcześniej nieznane utwory - alternatywną wersję "Goodbye to Romance" oraz "RR", czyli kolejną miniaturkę Rhoadsa.
Od dawna "Blizzard of Ozz" uznawany jest za klasykę ciężkiego rocka. Jest to także najmocniejsza pozycja w dyskografii samozwańczego Księcia Ciemności, który do dzisiaj na koncertach sięga najchętniej do utworów z tego właśnie krążka ("I Don't Know", "Crazy Train", "Suicide Solution", "Mr Crowley" i "Goodbye to Romance"). Równie liczną reprezentacje ma tylko "Paranoid", czyli dzieło z czasów Black Sabbath.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz