To nie mógł być zły album. Ten sam "klasyczny" skład, ten sam producent, to samo studio... Dodatkowo panowie podkręcili trochę tempo i jeszcze bardziej zmetalizowali brzmienie. Pod tym względem "Powerslave" może spokojnie konkurować o miano najostrzejszego albumu grupy. Mamy jednak do czynienia z dziełem dosyć nierównym, gdzie kawałki wybitne współistnieją z co najwyżej średnimi czy wręcz słabymi.
Zacznijmy jednak od swoistego Fab Four tej płyty. Powala już genialny, szybkostrzelny otwieracz - "Aces High" autorstwa Harrisa. Kawałek traktuje o lotnikach RAF-u biorących udział w bitwie o Anglię i muzyka doskonale współgra tu z tekstem. Niemal widzi się walczące w powietrzu myśliwce, Bruce jak zwykle śpiewa na nieosiągalnym dla zwykłych śmiertelników poziomie, a gitarzyści nie odpuszczają ani na moment. "2 Minutes To Midnight" Smitha i Dickinsona to Maiden w bardziej przebojowym wydaniu. Kompozycja z klasycznym dziś już riffem i zmuszającym niemal do wspólnego śpiewu refrenem, choć tekst też delikatnie mówiąc niewesoły - groźba zagłady nuklearnej... Wokalista skomponował samodzielnie utwór tytułowy, z kroczącym riffem, pełną dramatyzmu partią wokalną, niezwykle atmosferyczną częścią środkową nawiązującą niejako do poprzedniego dzieła Dickinsona - "Revelations" z "Piece of Mind" i mrocznym tekstem, który miał się okazać dla grupy wręcz proroczy...
Creme de la creme "Powerslave" to jednak "Rime Of The Ancient Mariner", kompozycja basisty, niemal zgodnie uważana za jego najwybitniejsze, epickie dzieło. Kawałek oparty jest na kanwie poematu angielskiego poety doby romantyzmu Samuela Taylora Colleridge'a pod tym samym tytułem. Tekst stanowi streszczenie owego dzieła, ale pojawiają się też cytaty. Muzycznie jest oczywiście bezbłędnie i genialnie, mimo że całość trwa ponad 13 minut, co jest do dziś nie pobitym rekordem długości u Maiden! Mamy tu taki Maiden w pigułce, wszystkie charakterystyczne elementy ich stylu zamknięte w ramach tej jednej kompozycji, a więc galopujący riff, unisona, przyspieszenia i gitarowe pojedynki. Wszystko to na absolutnie genialnym poziomie, a to zwolnienie z majestatycznym basowym riffem i melodeklamacją Dickinsona - także bezdyskusyjny majstersztyk!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz